Aktualności

Dziękujemy Ci Księże Stanisławie

Umarł kapłan miłości konkretnej

Św. Jan pisze w Liście: „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.” Bóg kocha najbardziej, dlatego Bóg najwięcej daje. I to daje konkretnie – swego Jednorodzonego Syna.

Ks. Prałat Stanisław nie dorobił się majątku. Lata jeździł maluchem. Ani domu ani mieszkania. A przecież nie przepił ani nie przepalił. Rozdał. Czy był u kogokolwiek, żeby nic nie przyniósł ze sobą? Czy nie pomagał mi kiedy była potrzeba? Czy skąpił dla potrzebujących? I to jest właśnie miłość. I to miłość konkretna.

Umarł kapłan miłości konkretnej, ale dzięki niemu zmartwychwstała w nas ta bardzo podstawowa prawda, że człowiek kocha drugiego tyle, ile jest w stanie drugiemu dać, a nie ile może od drugiego wziąć.

Umarł kapłan cierpienia

Jezus mówi: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” Dać życie to dla drugiego cierpieć. Dać życie, to dla drugiego umrzeć.

Nowotwór to był krzyż ostatnich miesięcy, ale przecież ks. Prałat zmagał się z chorobami już od wielu lat. Bóg wie, ile w tym było zwykłej biologii a ile psychiki, które nie chciała się zgodzić na to co złe. To co chyba najwymowniejsze i najbardziej piękne to obecność bliskich, którzy przez lata - a zwłaszcza w ostatnich miesiącach - byli blisko na jego krzyżowej drodze. Wierni, modlitwy i troska parafian pozostaną na zawsze przykładem, że cierpienie jednego człowieka może wyzwalać w innych wielką miłość.

Umarł kapłan dźwigający krzyż, ale dzięki niemu zmartwychwstało w nas pytanie o to, czy my naprawdę jesteśmy z tymi, którzy cierpią w naszych domach, czy my wierzymy w to, że w cierpieniu najbardziej pomocny jest nie tyle brak bólu, co pomocna jest miłość?

Umarł kapłan gorliwy

Jezus mówi : „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości”. Gdyby Jezus nie zachował przykazań Ojca, to by nie trwał. Jeśli my będziemy łamać przykazania Jezusa, nie będzie trwałej miłości. Bo jak są zasady, to są skutki. „Trzeba słuchać Boga bardziej niż ludzi”. I On te słowa powtarzał często. „Trzeba słuchać Boga bardziej niż ludzi”. Był tak dobry, gorliwy. Zawsze miały jeden cel, żeby wychować ludzi na lepszych katolików. Nie upartość, nie ciasnota, nie brak elastyczności, ale najgłębiej pojęta troska o ludzi kazała mu postępować tak a nie inaczej.

Umarł kapłan stanowczy, ale dzięki niemu zmartwychwstało w nas to, o czym prawie zapomniało całe pokolenie rodziców i księży: nie ma miłości bez wymagań. Nie ma trwałej miłości bez stanowczej konsekwencji. Dziś, kiedy patrzymy na parafię Kąty, na ludzi, którzy się smucą i modlą, zmartwychwstaje w nas przekonanie, że prawdziwa miłość polega na tym, żeby dać ludziom, to co jest dla nich dobre, a nie to co ludzie zawsze od nas chcą.

Umarł kapłan spraw najważniejszych

Jezus mówi dzisiaj: „Trwajcie w miłości mojej”. Tyle razy już o tym mówił. Nic nowego. I nawet nic szokującego. A przecież nie ma nic ważniejszego od miłości.

Ks. Prałat Stanisław nie był księdzem od fajerwerków. Nie wymyślał cudów, żeby zaistnieć w Internecie. Nie szukał nowinek duszpasterskich, żeby pochwalić się przed innymi. Chociaż zrobił wiele w Parafii Kąty, był absolutnie wierny sprawom najważniejszym: Eucharystia, nabożeństwa, spowiedź, chorzy, religia w szkole i katechezy o całym katechizmie, anioł Pański i brewiarz, różaniec w podróży, kancelaria i ludzkie spotkania. Nie uległ pokusie, żeby lata tracić na szukaniu tego, co dla ludzi mogłoby być dobre, zaniedbując przy tym, to co dobre na pewno już jest.

Umarł kapłan spraw najważniejszych, ale dzięki niemu zmartwychwstała w nas fundamentalna zasada: „Wytrwajcie w miłości mojej”. Wierność temu co najważniejsze a nie mnożenie tego, co niepewne jest najpewniejszą drogą.

Księże Prałacie Stanisławie

Kapłan to alter Chrystus. Kapłan to drugi Chrystus. Za to, że w Tobie Chrystus był dla ludzi, że był Chrystusem radości, za to że ten Chrystus kochał, że był Chrystusem dźwigającym zbawczy krzyż, za to, że jak Chrystus nie bał się powiedzieć i twardych słów i za to, że przede wszystkim pokazywał Boga, Bogu i Tobie niech będą dzięki. A cokolwiek nie było Chrystusowe, niech Pan oczyści swoim miłosierdziem, a my ze swej strony będziemy modlić się od serca i do skutku, to jest dotąd, aż będziesz cieszył się życiem wiecznym w niebie.

Szczerze i ze łzami w oczach trzeba jeszcze powiedzieć jedno: Będzie Cię brakowało. Będzie Cię naprawdę bardzo brakowało .