Aktualności

Czy słyszysz mój głos?

Czy słyszysz mój głos?

Bóg pragnie dzisiaj otworzyć nasze serca i dusze, oczy i uszy naszych wnętrz, na swoją miłość, na słowo, które płynie z wnętrza tej miłości. Bóg, Który przecież jest miłością, nieustannie otwarty jest na swoje stworzenie. Już ze swej istoty, miłość nigdy nie zamyka się w sobie, ale otwiera. Gdybyśmy przyjrzeli się miłości, zobaczylibyśmy otwarte ramiona wyciągnięte do ludzi, otwarte serce na ich potrzeby, otwarte rany, z których wypływa Miłosierdzie. Bóg cały jest otwarty. Otwartość ta daje nam gwarancję, iż cokolwiek dzieje się z nami – dokonuje się pod czujnym okiem Boga Ojca. Jakiekolwiek upadki, uleganie słabościom, powodują szersze otwieranie się ran i wylew Zdrojów Miłosiernych. Nasza zaś modlitwa, wzywanie Ducha, tegoż Ducha przywołuje i sprawia wielki Jego wylew na nas.

Żyjemy nie obok Boga, ale żyjemy w Jego wnętrzu (o tym wielokrotnie mówiliśmy). To zaś samo już zakłada, niemożność zamknięcia się Boga na nas, bo wszystko jest w Nim. Niejako od początku już założył, iż na zawsze jest dla nas i wszystko, co Jego, do nas należy. Gdyby, bowiem stworzył nas i umieścił obok siebie, to wtedy mógłby dawać to, co zechce dać danego dnia i udzielać się na tyle, na ile będzie miał ochotę. Przypominałoby to trochę zamek i króla, do którego codziennie przychodzą poddani i otrzymują tyle, ile jego kaprys w danej chwili zechce im dać. Jednak Bóg bardziej przypomina Króla, który uczynił swych poddanych dziedzicami i umieścił ich w samym skarbcu zamkowym. Otworzył On ten skarbiec i zachęcił, by korzystali z niego do woli, zawsze, kiedy tylko przyjdzie im na to ochota.

Bóg dzisiaj błogosławi nas na czas tych rozważań, daje swego Ducha i mówi naszym sercom: „Effatha”. Niech oczy i uszy twojej duszy otworzą się, byś ujrzał Boga jako miłość swego życia, jedyne dobro, wartość największą, cel swych dążeń, źródło swych pragnień. Niech Bóg, który jest miłością stanie się dla ciebie wszystkim. Niech Jego błogosławieństwo pomoże nam podczas tych rozważań.

Otwórz się!

Na swojego męża, żonę. Może już od dawna jest swoiste zamknięcie, zablokowanie…bo niby wiesz dokładnie, co on/ona powie, jak zareaguje i uważasz, że nie ma sensu próbować raz jeszcze.

Otwórz się!

Na swoje dziecko, które może nie jest takie jak sobie wymarzyłeś i teraz nie potrafisz do końca zaakceptować jego braków, nieposłuszeństwa, krnąbrności. Może za bardzo chcesz je uczynić na swój obraz i podobieństwo, a ono ma być tak naprawdę dzieckiem Bożym, wszak na Jego obraz stworzone.

Otwórz się!

Najpierw na Boże Słowo, bo ono ma moc przemieniać nasze myślenie oraz postępowanie. Nie ma tu niczego magicznego ani automatycznego. Potrzeba naszego zaangażowania, współpracy, czasem takiego właśnie „oddalenia się” od tłumu, od tego co nas otacza. Potrzeba wyłączyć telewizor, wyłączyć komputer i komórkę. Pójść osobno – sam na sam z przemawiającym Bogiem.

Otwórz się!

Na swojego szefa, przełożonego. Może on nie jest aż takim despotą, takim tyranem i człowiekiem bez serca jak go opisują inni, a sam w to uwierzyłeś krzywdząc przy okazji.

Otwórz się!

Na swojego podwładnego, który może nie jest aż takim leniem i ignorantem za jakiego go zwykłeś uważać. On też ma swoją godność, on ma też swoja rodzinę z którą chciałby pobyć, a ty zmuszasz go do poświęcania coraz więcej czasu dla dobra „firmy”.

Otwórz się!

Na swoich parafian, na młodzież i dzieci. Daj siebie starszym i schorowanym. Otwórz się na tych, co chcą skorzystać z Sakramentu pojednania, bo to z kolei otwiera ich na Chrystusa i umożliwia spotkanie z Nim w Komunii Św.